Archiwa kategorii: Wrażenia

Ramen Amen, Krucza 23/13, Warszawa

Krucza staje się nową Poznańską. Bibenda, Kita Koguta i jeszcze kilka odkryć z poprzedniego roku wytyczają niezłą trasę dla spragnionych kulinarnych doznań jakich do tej pory w stolicy brakowało.

Nowy punkt na mapie mogą zaznaczyć wielbiciele makaronowych zup i innych azjatyckich wariacji. Ramen Amen na rogu Kruczej i Hożej serwuje przede wszystkim kilka odmian Ramen czyli bulionu, którego głównym składnikiem jest pszenny makaron o tej samej nazwie.

Czytaj dalej

Aioli Cantine Bar Cafe Deli, Świętokrzyska 18, Warszawa

Po pozytywnych opisach polskiej kulinarnej blogosfery, nie mogłem doczekać się, kiedy wrócę do Polski i wstąpię do nowego lokalu na Świętokrzyskiej. Już po wejściu można zauważyć, że Aioli wciąż cieszy się przywilejami nowości, mimo środku tygodnia sala była wypełniona niemal w 100 %.
Szybka i miła obsługa od razu wskazała wolny stolik i po kilku minutach przyjęła zamówienie. Spodziewaliśmy się, że bagietkę w towarzystwie musztardowego aioli dostaniemy już po kilku minutach, niestety trzeba było chwilę odczekać, a co za tym idzie, niemal wszystkie pozycje nadeszły jednocześnie.
Kanapka, która była moim pierwszym wyborem, niestety okazała się niedostępna, przez co zdecydowałem się na sandwicha z dodatkiem dorsza. Ryba znakomita, a porcja spokojnie zaspokaja wieczorny głód.
Maciek wybrał firmowego burgera, który był bardzo poprawny, ale w sumie w niczym nie zaskoczył. I tutaj, gabaryty dania nie pozwoliły na myślenie o dodatkowych przekąskach tego dnia, zwłaszcza że większość dań na Świętokrzyskiej podawana jest z kubeczkiem frytek (może odrobinę zbyt mało chrupiących) i roszponką z dodatkiem pęczaku i melonowego dressingu.
Od niedawna bar posiada koncesję na alkohol, więc nie ma problemu z lampką wina (od 8 zł) lub koktajlam czy piwem.

Wkrótce wrócę tam, aby sprawdzić co Aioli ma do zaoferowania na początek dnia.

Delicafe, Al. Jerozolimskie 123a, Warszawa

Do Millenium Plaza zaciągnęła mnie przyjaciółka Kasia na popołudniową kawę. Żałuję, że byłem już po obfitym obiedzie, bo to co zastaliśmy u młodszej siostry Tel-Avivu z Poznańskiej skłaniało do nieskrępowanego obżarstwa.
Podążając na miejsce byłem trochę sceptyczny, jeśli chodzi o lokalizację. Zdecydowanie wolę ciasne ulice Śródmieścia, a jeszcze lepiej Pragi. Przeszklony biurowiec nie budzi dużej sympatii, jednak po wejściu do Delicafe można poczuć się jak w całkiem innym świecie. Eleganckie, choć bardzo przytulne wnętrze sprzyja wypiciu nie jednej kawy.
Skusiłem się na parzoną w tygielku kawę z dodatkiem czarnego pieprzu. Na pewno spróbuję tego dodatku w domu. Do posmakowania zamówiliśmy tamtejszy humus, baba ganoush czyli pastę z bakłażanów, dolmę (liście winogron faszerowane ryżem) oraz miniaturowe bakłażany z orzechami. To wszystko w towarzystwie falafela i pity. Dolma to mój zdecydowany faworyt.
Dla bardziej głodnych Delicafe oferuje bufet ‚jesz-ile-chcesz’ w porze lanczowej za 26,99 zł. Mam nadzieję, że uda mi się kiedyś o niego zahaczyć.
A to wszystko bez dodatku mięsa. Nie sądziłem, że kiedykolwiek to powiem, ale tym razem mnie to w 100% przekonuje!

http://www.facebook.com/delicafepoland